„Gryżyna to tajemnica i zapachy”

Te piękne wspomnienia przysłała Pani Danuta Hołdakowska-Kurek:

„Była wiosna, roku dokładnie nie pamiętam, ale był to początek lat 60-tych. Z Mamą pojechałyśmy odwiedzić rodzinę w  zielonogórskim i między innymi w Gryżynie. Ze stacji w Bytnicy odebrał nas dziadek Adam Tatarynowicz. Furmanką zaprzężoną w jednego konia, wymoszczoną słomą i przykrytą kocem jechaliśmy do Gryżyny. Słuchałam rozmów Dziadka i Mamy, siedzących z przodu, nic z nich nie pamiętam, ale pamiętam niesamowity widok oblepionych kwiatami i zapach kwitnących drzew czereśniowych, rosnących po obydwu stronach drogi. Mama później mówiła, że wszyscy jeździli zrywać dojrzałe czereśnie, a ja oczami wyobraźni widziałam czerwieniące się smakowite owoce i żałowałam, że u nas nie ma takich czereśni. Przyjechaliśmy po dom babci Elżbiety i dziadka Adama i pamiętam ganek obrośnięty winoroślą, sień i na wprost kuchnię. Starsi w domu zajęci byli długimi rozmowami, a ja chodziłam po ogrodzie. Bardzo mi się tam podobało, bo dom stał na górce, a w dole była rzeczka. Z Mamą przechodziłyśmy przez długi mostek nad szemrzącym, szeroko rozlanym strumykiem. Było tam tajemniczo i pięknie. Później poszłyśmy z Mamą odwiedzić ciocię Reginkę i wujka Kazika Tatarynowicza, który mieszkał w ślicznym domku w Augustynce.  Z domu wujka i cioci Reginki zapamiętałam pokazane mi przez Mamę doniczki z dorodnymi roślinami o biało zielonych liściach, których moja Mama nie mogła zabrać, gdy wyjeżdżaliśmy z Gryżyny. Dziś wiem, że były to beniaminy.

Podczas spaceru po Gryżynie Mama pokazała mi dom, w którym się urodziłam, a to wydarzenie dokładnie znałam z opowiadań mojej starszej siostry Niusi. Poród odbierała babcia Elżbieta i moja rodzona babcia Józia Tatarynowicz /gwoli wyjaśnienia …..Dziadek Adam był  bliskim krewnym  mojego dziadka Janka Tatarynowicza/.       Dom był ładny, od drogi oddzielony niewielkim murem oporowym, a do drewnianego ganku prowadziły schodki.  

dom-001

 

W tym domu się urodziłam.

Gryżyna  dla mnie była miejscem, którego nie znałam osobiście, ale doskonale znałam z opowiadań rodziców i starszej siostry, która za Gryżyną bardzo tęskniła. Gryżyny nie pamiętam, bo byłam mała, gdy stąd wyjechaliśmy, ale zawsze była dla mnie bliska, bo tu się urodziłam, tu o mały włos nie straciłam dwukrotnie życia. Oczywiście wszystkie te zdarzenia znam z opowiadań i tak je przedstawiam. Miałam chyba 2 lata, mama zostawiła mnie na podwórku z Niusią. Mieszkaliśmy wówczas w ostatnim domku przy uliczce przy parku pałacowym. Dom wyremontował mój Tata, ale to już inna historia i zna ją dokładnie Niusia. Niusia poszła ze mną do pałacu i bawiła się z Marysią i Dylą. O mnie zapomniała. Pod jej nieuwagę poszłam  na spacer drogą, którą jeździły z Augustynki  traktory z drewnem. Zmęczona wędrowaniem zasnęłam w koleinie. Uratowała mnie sukienka czerwona w białe groszki, którą z daleka było widać na drodze, po której za chwilę przejeżdżał ogromny traktor. Traktorzysta przyniósł mnie do biura Nadleśnictwa, a tam pracował mój Tata. Innym razem bawiłam się na podwórku, Mama robiła pranie. Na moment odeszła od dużej wanny, w której je płukała. Ja podeszłam, nachyliłam się i zanurkowałam. Z kąpieli wyciągnęła mnie starsza siostra Czesia. Niechybnie utopiłabym się. Woda do dziś budzi we mnie lęk. Z Gryżyny wyjechaliśmy, gdy miałam 3 lata. Z opowiadań rodziców i starszej siostry znam wszystkie nazwiska mieszkańców dawnej Gryżyny.

 Maryla i Albin Hołdakowscy


Maryla i Albin Hołdakowscy – moi Rodzice. Gryżyna, kwiecień 1949r.

 Maryla z Czesią, Albin z Niusią

Gryżyna,  kwiecień 1949r. Od lewej: Maryla z Czesią, Albin z Niusią.

 Moja siostra Niusia, Tato Albin, Mama Maryla i ja..Danuta

 Gryżyna, 1954 rok. Moja siostra Niusia, Tato Albin, Mama Maryla i ja – Danuta.

 Kurs dla komendantów OSP

Kurs dla komendantów OSP. Od prawej drugi cywil w środkowym rzędzie Albin Hołdakowski.

 Kurs dla komendantów OSP w Toporowie, 1953r

Kurs dla komendantów OSP w Toporowie, 1953r.

 Gryżyna, 1954r

Gryżyna, 1954r. Od lewej: pani Tekla Piekarzewiczowa po mężu Pacholczyk, pani Piekarzewiczowa, pani Jędrzejak, Maryla Hołdakowska z domu Tatarynowicz,           pani Kosińska.

 Gryżyna, 1954Gryżyna, 1954r. Od lewej dorośli: pani Piekarzewiczowa, pan Piekarzewicz z córeczką, Albin Hołdakowski, pani Tekla Piekarzewicz /Pacholczyk/, pan Jędrzejak, pani Jędrzejakowa, pan Kosiński, pani Karolcia Kosińska trzyma mnie na rękach, pan Pacholczyk z córeczką. Poniżej od lewej: Marysia Jędrzejak, Stasio Pacholczyk, Niusia Hołdakowska, Maryla Hołdakowska, pani Kosińska, Marysia albo Dyla Piotrowska, Ela Kosińska, z kokardą Stasia Kosińska.

***

Od dawna planowałyśmy z siostrą wyjazd do Gryżyny. W planie miał być to wyjazd naszej czwórki, ale nie udało nam się zgrać wolnych terminów i ostatecznie do Gryżyny pojechałyśmy we dwie z Niusią. W internecie znalazłam adres Rancha pana Kasowskiego. Telefonicznie zamówiłam noclegi i na początku czerwca 2006 roku przyjechałyśmy do Gryżyny. Tym razem Gryżyna powitała nas niesamowitym, wszechobecnym zapachem kwitnących akacji. Zamieszkałyśmy, na własne życzenie, w dość siermiężnych warunkach w pokoiku obok stajni, gdzie pozostał zapach suszonych jesienią grzybów, a przy otwartym oknie docierał zapach stajni. Nie narzekałyśmy na drobne niedogodności, bo całymi dniami wędrowałyśmy po śladach wspomnień Niusi i zapamiętanych przeze mnie opowieści rodziców. Wszystkie miejsca zostały skrupulatnie obfotografowane i powstał solidnych rozmiarów fotograficzny zapis naszych wędrówek, ale nie do przecenienia były wszystkie emocje, które towarzyszyły tym wędrówkom. Dzięki niesamowitej pamięci mojej siostry zawdzięczam wzruszenia, które ożywiły obrazy znane mi tylko z opowiadań, przywołały wspomnienia bliskich, których już nie ma. Niezwykle wzruszające było spotkanie z moją matką chrzestną Alinką Tatarynowicz, a wspomnieniom rodzinnym nie było końca. Tu muszę wyjaśnić, że moim ojcem chrzestnym był Gienek Kudera, który zginął przy rozbiórce komina. Szybko minął nasz kilkudniowy pobyt w Gryżynie. Spotkałyśmy tu przesympatycznych jej mieszkańców, pana Kasowskiego, który opowiedział nam o współczesnym życiu w Gryżynie, spotykałyśmy życzliwych i miłych ludzi, którzy chętnie z nami rozmawiali. W barze jadłyśmy najpyszniejsze pierogi, kiedy wracałyśmy strudzone po całodziennym wędrowaniu po dębowych alejach, urokliwych zakątkach Gryżyny, Gryżyńskim Parku, Augustynce, Grabinie. Dla mnie Gryżyna, to magia niezwykłego miejsca przepojonego wspomnieniami i zapachami, gdzie powietrze czyste, woda niezatruta, przesympatyczni ludzie i dzięki Państwu tutaj piszącym, odkryta niezwykła historia tego miejsca i jego niezwykłych mieszkańców, za co serdecznie dziękuję.

Danuta Hołdakowska-Kurek.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „„Gryżyna to tajemnica i zapachy”

  1. Irena pisze:

    Dziękuje za zamieszczone zdjęcia,nigdy ich nie widziałam.
    I witam w „klubie urodzonych w Gryżnie”Jest nas już 3 osoby i ta sama pani arkuszerka
    Irena córka Tekli Pacholczyk z domu.Piekarzewicz

  2. Lech Piuotrowski pisze:

    Na tym ostatnim zdjęciu jest moja siostra Dyla ( Danuta) a nie śp. pamięci Marysia.
    Jeżeli ktoś ma chęć to proszę się odezwać na mój e-mail : biuro@lapis.net.pl.
    Wybieram się do Gryżyny w 3 dekadzie czerwca.

  3. Asia M pisze:

    Pani Ireno ta dziewczynka na rekach u pana Pacholczyka to Pani?

  4. Hanka pisze:

    Nasza Mama – Janina Piotrowska – bardzo dobrze wspomina Pani Rodzine, zwłaszcza Tatę ! Był bardzo inteligentnym, mądrym i dobrym człowiekiem ! Czy to prawda, ze mialyscie zwichniete stawy biodrowe (ja miałam więc dlatego to zainteresowanie) i cwiczylyscie je na czymś w rodzaju konia na biegunach ? To zapamiętała nasza Mama ! Pozdrawiamy !

    • Niusia pisze:

      W zastępstwie Danusi odpisuje Niusia – czyli najstarsza z sióstr. Wzruszyłyśmy się, że pani Mama nas pamięta. Prosimy bardzo ciepło i serdecznie Ją pozdrowić. Nasi rodzice zawsze bardzo dobrze wspominali Pani Rodziców – dużo dobrego w Gryżynie działo się dzięki nim. Pamiętam Pani Rodzinę, Mamę, Marysię, Dylę, Wojtka. Pamiętam, że pani Mama pożyczała naszej Mamie książki a mnie na pewno robiła zastrzyki. Tak, istotnie. Ze stawami biodrowymi miały problemy, nasza Mama i Czesia. Nie pamiętam dokładnie ćwiczeń i tego konia, ale bez wątpliwości, na pewno coś się działo w tym temacie. Bardzo serdecznie pozdrawiamy!

  5. Iza pisze:

    Witam. Na ostatnim zdjęciu są moi dziadkowie Anna i Kazimierz Piekarzewicz. Dziadek trzyma na ręku ciocię Lilę (Halina to jej oficjalne imię), druga dziewczynka od lewej to moja mama Marysia (obecnie Kudera), dalej w rzędzie w podobnej sukience stoi jej siostra Teresa. Moi rodzice pamiętają prawie wszystkich z tego zdjęcia.

Możliwość komentowania jest wyłączona.