Kamień postawiony!

Pewnego poranka w gryżyńskich krzakach, w strugach ulewnego deszczu, spotkali się: Kanadyjczyk i jego niemiecka żona, jeden wrocławianin wychowany w gryżyńskim pałacu, Polka z Huston, Paryżanka z niemieckimi korzeniami, kilkoro gryżynian z zamieszkania, kilkoro z zakochania, czterech silnych mężczyzn, uzbrojonych w łopaty i liny oraz ich przywódca, Marek. Wszyscy stali nad kamieniem, który mijaliśmy w tych krzakach od zawsze i dopiero niedawno oglądając stare pocztówki ktoś rzucił – popatrzcie, to jest ten pomnik, tylko przewrócony! Ciekawość zagnała nas w te krzaki – czy ten głaz to na pewno pomnik? czy napisy będą widoczne?

IMG_2339[1]

IMG_2340[1]

Przez pierwszych kilka chwil zgromadzonym wydawało się, że Marek zakrzyknie głośne „hej – hoooo!” i na jego znak chłopaki postawią kamień do pionu. Trzymaliśmy wszyscy aparaty gotowe do zdjęć, żeby nie przegapić momentu, kiedy głaz fiknie do tyłu koziołka i ukaże się nam w całej okazałości. Szybko okazało się jednak, że praca będzie ciężka, kamień trzeba było podnosić centymetr po centymetrze, podciągając do góry pasami, podsypując stopniowo ziemię. Chłopcy wszystko robili ręcznie – nie można było użyć żadnej maszyny ze względu na gęste krzaki i sporą odległość od drogi.

IMG_2378[1]

Z każdym podniesionym centymetrem byliśmy coraz bardziej przemoczeni i zziębnięci, deszcz padał mocniej i mocniej, a my tym bardziej nie chcieliśmy stamtąd iść, wrośnięci w ziemię jak kamienie, jak zaczarowani patrzyliśmy na pracę Marka i chłopaków. Marek dokładnie wiedział co robi, gdzie podsypać, co podłożyć. Przy odkopywaniu odnaleźliśmy kamienną podmurówkę widoczną na starej pocztówce, potem ukazał się na głazie czarny krzyż. Aż wreszcie wyszło słońce i … urwała się lina! Trzeba było zakończyć pracę, sukces zostawiając na inny dzień.

Wieczorem spotkaliśmy się wszyscy przy jednym stole. Zjedliśmy makaron i sałatę, piliśmy wino i rozmawialiśmy o Gryżynie, o przeszłości i przyszłości. Anette Brown, bo to ona właśnie przyjechała do Gryżyny ze swym mężem i kuzynką, pokazała nam pierwsze szkice swojej książki, mnóstwo starych zdjęć i artykułów o Gryżynie i okolicach. Pan Lech Piotrowski pokazywał nam swoje albumy ze zdjęciami i dzielił się wspomnieniami. Kuzynka Annette, Nadine, okazała się być przemiłą osobą i prawnuczką nadleśniczego Lehnera. Było wspaniale, tak jak zawsze jest, kiedy spotykają się ludzie połączeni wspólną sprawą.

IMG_2385[1]

Kamień stanął kilka dni później. Napisy są bardzo wyraźne, nie zatarły się ani trochę. Na pomniku są nazwiska poległych w czasie I wojny mieszkańców Griesel: ktoś o nazwisku Kittel, pewnie rodzina osób znanych nam z tych tajemniczych zdjęć, które są na stronie; Ketzer, z ceglanego domku na początku wsil; Knappe, z rodziny mieszkającej w budynku poczty niedaleko cmentarza. Gryżynianie jak my, uwikłani w historię.

DSCN1144

Pomnik został postawiony w latach dwudziestych z inicjatywy nadleśniczego Lehnera. Długo i z namysłem wybierał on godne miejsce. W  końcu wybór padł na staw ariański; nedleśniczemu spodobał się pewnie spokój, jakim emanuje to miejsce, zielona woda stawu, strzeliste buki. Przy pomniku postawił ławeczkę z piaskowca.

Jest coś magicznego w tym, że prawie 100 lat później grupa ludzi, których nie wiąże nic prócz bezinteresownej miłości do miejsca, moknie, marznie i odkrywa wspólną historię.

Palac

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Kamień postawiony!

  1. magdalene raetsch pisze:

    No, pięknie!

  2. magdalene raetsch pisze:

    I podejrzewam, że za tę akcję trzeba będzie zapłacić, przecież koszty są. Jeśli jest taka potrzeba, poproszę o nr konta, na jaki mogę posłać pieniądze.Myślę że chętnych na utworzenie funduszu, który pomógłby sfinansować tę i podobne gryżyńskie akcje, będzie więcej!

  3. Lech Piotrowski pisze:

    Też się chętnie dołożę bo koszty na pewno były.

  4. mm pisze:

    To prawda, cała akcja kosztowała 800 zł.
    Na zebraniu (w niedzielę) porozmawiamy o tym, w jaki sposób zbierać pieniądze na takie projekty. Dziękujemy wszystkim, którzy deklarują chęć pomocy!

  5. Asia M. pisze:

    Dziękuję towarzyszom „Kamiennej podróży”za wytrwałość ,towarzystwo i niezapomniane chwile.
    Panie Lechu dziękuję, że Pan został z nami bo bez pana to nie byłoby to samo!:).
    Po tych 7 miu godzinach walki z żywiołami nic nas już nie złamie:).

    Pozdrawiam

  6. Hanka pisze:

    Gratuluje ! Niebywałe piękne przedsięwzięcie i determinacja – inicjatorem i wykonawcom należy się wielkie podziękowanie!
    Zapewne potrzebny jest jakiś stały fundusz dla podobnych realizacji – chyba trzeba uruchomić subkonto np. w Stowarzyszeniu. Czy Stowarzyszenie ma status OPP?
    Kamień zachował się znakomicie – nie chce się wierzyć ze ma ok. 90 lat z czego ponad 60 przelezal „twarzą” do ziemi. Mama jednak pamięta ze onegdaj stał dumnie w lesie. Teraz należy mu się jakaś dobra opieka. Szczególne podziękowania dla Anette !

    • Dorota pisze:

      Mijalam to miejsce z kamieniem latami ,jak wielu z nas nie majac pojecia co kryja zarosla.To wspaniale ze przywraca sie takim rzeczom pamiec.Mysle ze za determinacje nalezy podziekowac przede wszystkimMagdzie Bilenskiej ktora jak cos postanowi to nie ma odwrotu jak i wspomagajacym paniom Mis. Zycze kolejnych udanych akcji.Konto konieczne!

Możliwość komentowania jest wyłączona.